Rozdział 1
O 8:30 zadzwonił mój budzik, nie zwracałam na niego uwagi, ale po 15 minutach jego melodia zaczęła mnie dobijać. Nie znoszę jej.
Wstałam pośpiesznie, bo przez moją 15 minutową drzemkę, a raczej ignorancję otaczającej mnie rzeczywistości zostało mi tylko 20 minut do wyjścia. Musiałam tylko się ubrać i umyć zęby bo na szczęście o swoje włosy zadbałam wczoraj wieczorem.
- Emma, jak ty wyglądasz..- skrytykowałam się gdy stanęłam przed lustrem. Wyglądałam jak 7 nieszczęść. Wszędzie miałam poodciskane paski od pościeli a moje usta była tak suche, że równie dobrze mogłabym ich używać jako tarkę do warzyw.
Przybliżyłam twarz do lustra i oderwałam nakładki kosmetyczne pod oczy, ale szybko się załamałam bo okazało się, że w ogóle mi nie pomogły.
Założyłam swoje kapcie i poszłam do toalety. Wytrzeszczyłam oczy, gdy to zobaczyłam. Syf. Nie sądziłam, że aż tyle rzeczy się tu nazbierało, owszem ja nigdy nie odkładam nic na miejsce, ale nie zdarzyło mi się za to odkładać coś na podołgę. Nie wiem kiedy zaczęłam to robić.
Przeszłam na palcach przez mini tor przeszkód- mały trening i stanęłam przed umywalką. Było w niej pełno włosów z mojej szczotki, ale nie miałam czasu na to by je teraz pozprzątać. Chwyciłam za pastę i szczoteczkę do zębów i zaczęłam je szorować. Gdy skończyłam od razu poczułam się lepiej. Świeżo.
- Ale jesteś piękna- uśmiechnęłam się do siebie w lustrze nad umywalką. Moje wczoraj umyte i wyprostowane włosy na prawdę dobrze się trzymały, aż do 8:30 następnego dnia zważając na to jak śpię. Rozwalona jak rzeczy w mojej łazience.
Spojrzałam na swój telefon, gdy weszłam do pokoju i ujrzałam tonę sms-ów od mojej przyjaciółki.
"Stara ale jazda, nawet nie uwierzysz" napisała mi to o godzinie 23:37, już dawno wtedy spałam.
" Tak mówisz? Dawaj"- odpisałam pośpiesznie i wrzuciłam telefon do torebki, która miałam zamiar ze sobą wziąć.
Podeszłam do szafy i wybrałam ubrania. Za duża koszulka z logiem "Spicy Burger", legginsy w kolorze czarnym i trampki z Big star.
Mój strój do pracy nie był zbyt atrakcyjny, ale z pewnością najwygodniejszy do knajpki z burgerami, śmierdzącymi patelniami i zepsutą toaletą.
Złapałam torebkę i wyszłam ze swojego pokoju, za cel przybrałam sobie teraz kuchnię, a raczej znajdująca się niej lodówkę. Od miesiąca przestrzegam zasady "jedzenie śniadania w domu", bo Hamburgery o 9:00 rano dzień w dzień to niezbyt korzystna dieta.
Złapałam kanapkę z serem i szynką, którą zrobiłam wieczorem i weszłam do mojego przedpokoju , który z każdym dniem wydaje mi się coraz mniejszy, pewnie dlatego, że przynoszę do niego coraz więcej rzeczy.
Moje mieszkanie było małe znajdował się w nim mały przedpokój, kuchnia połączona z salonem o ile tak można było nazwać to pomieszczenie, sypialnia no i moja łazienka. Wszystko było przystrojone w stylu tak 60, ponieważ wynajmowałam je od starszej pani, która obecnie mieszkała w Las Vegas ze swoją wnuczką i jej mężem. Mieszkanie na sam początek nie pociągało mnie, ani nawet nie przypadło mi chociaż trochę do gustu, ale z biegiem czasu można było się do niego przyzwyczaić.
Otworzyłam drzwi i zamknęłam je od zewnątrz wkładając kanapkę pod pachę, żeby móc zamknąć drzwi. Gdy schodziłam po schodach w budynku, w którym mieściło się mieszkanie odpakowałam kanapkę z woreczka i zaczęłam je pożerać, jakbym nie jadła od tygodnia. Przynajmniej dzieki temu nie będę podjadać w knajpie.
Gdy wyszłam z bloczku poszłam na przystanek autobusowy, niestety jeszcze nie miałam auta więc musiałam radzić sobie w ten sposób. Do pracy miałam tylko dwa przystanki, także nie narzekałam jeśli chodzi o jej lokalizacje. Moja praca nie jest wymagająca,a czasem nawet sprawiała mi radochę. Musiałam się zatrudnić w tej knajpie, ponieważ inaczej nie byłabym w stanie utrzymać mieszkania.
Stanęłam na przystanku i czekałam na autobus, na szczęscie nigdy nie spóźniał sie tak długo, więc dlatego ja nie spóźniałam się do pracy.
Weszłam do knajpy i rzuciłam torebkę na blat. Otwarcie jest dopiero o 10:00, ale pracownicy zawsze muszą być 40 minut wcześniej. To był warunek.
- Oj, chyba ktoś tu ma zły dzień- usłyszałam głoś mężczyzny, stał za ladą. To mój kolega z którym pracuje. Andre był miłym chłopakiem,czasem nawet aż za miłym, jednak nigdy nie zdarzyło mi się na niego narzekać. Zawsze mi pomagał, a zwłaszcza wtedy gdy pierwszy raz przekroczyłam próg tego miejsca. Jest studentem i zarabia na swoje życie w tej oto małej miejscóweczce zupełnie tak jak ja. Oboje mamy 19 lat i może dlatego tak dobrze się rozumiemy.
- A daj spokój- przewróciłam oczami i opadłam swoim ciałem na jedno z krzeseł- Jakaś laska w autobusie oblała mi buta swoim latte.- pokazałam palcem na buta a Andrem wybuchł śmiechem.
- Ma laska gust, plama całkiem ładnie dopełnia kompozycje buta- żartował, a ja rzuciłam do ketchupem stojącym na stole.- Ej, bo powiem szefowi- zagrodził mi.
- No tak zapomniałam, przecież jesteś jego pupilkiem i do tego kablem- dodałam uśmiechając się.
- Właśnie dlatego nie zadzieraj ze mną paniusiu- puścił mi oczko.
Czasem dziwnie się czułam przy Andre, na prawdę uważałam, że podlizuje się szefowi by dawał mu podwyżki, swoją drogą, to na prawdę działało. Ale ja nie chciałabym zostawać po godzinach i robić coś co nie należy do moich obowiązków tylko dlatego, żeby szef zapamiętał moje imię. Andre miał specyficzne podejście do życia miedzy ludźmi w miejscu pracy, ale domyślam się, że ja nie lepsze.
- Jasne- rzuciłam szybko i wstałam z krzesła. Nie chciałam drążyć tego tematu więc szybko zadałam Andre pytanie- Co dzisiaj trzeba zrobić?
- Umyć kuchenkę i dozowniki z piciem-odpowiedział.
- I to tyle?- zdziwiłam się- Wo, to bardzo mało jak na dumę naszgo szefa- uniosłam się sarkastycznie.
- Już umyłem kuchenkę, został ci dozownik- powiedział dumny ze swojej pracy, albo zadowolony z tego, że już zrobił swoją działkę a mnie dopiero to czeka.
- A pomożesz mi?- popatrzyłam na niego błagalnym wzorkiem.
- Nie- rzucił żartobliwie i poszedł na zaplecze.
Wywróciłam oczami. Zrobił dokładnie to co zawsze ja mu. Odmówił.
O godzinie 12;00 w knajpie zrobił się niesamowity tłum, jak na parę metrów kwadratowych obok wejścia do jakiegoś bloku i supermarketu.
- Jeszcze jedno piwo- powiedział jakiś facet- O i jeszcze dla kolegi- dodał szybko. No dobrze, że nie zapomniał o koledzę. To dla mnie ulga.
- Jasne- powiedziałam i poszłam na zapleczę po dwie butelki piwa.
- Ale zapierdziel, co nie?- spytał Andre, gdy weszłam na zapleczę.
Podparłam się ręką o biodro i podniosłam brew- Tak? i mówi to gość, który siedzi na zapleczu i je chipsy bekonowe?
- Ej, bez energii nie ma pracy, trzeba napełnić żoładek paliwem-wytlumaczył się i zanurkował ręką w opakowanie chipsów.
- Mhm, ty lepiej napełnij zbiornik z lodami- rzuciłam w niego ścierką, a on lekko się oburzył- I możesz przy okazji trochę go przetrzeć. Chwyciłam piwo i wyszłam z triumfalny uśmiechem. - Dwa piwa dla pana-wskazałam palcem faceta siedzącego przy blacie.
Mężczyzna złapał za szyjki butelki otworzył piwo otwieraczem i odszedł.
- Butelki zwrotne- dodałam, gdy odchodził i zabrałam się za ścieranie głównego blatu. Pełno było na nim okruszków.
Złapałam swoją torebkę i założyłam ją na ramię.
- No to do jutra- rzuciłam do Andre i ciepło się uśmiechnęłam.
- Na razie mała-odpowiedział i kiwnął głową. Oczywiście nigdy nie wychodziliśmy razem, bo Andre musiał wykonać swoją nieobowiązkową, ale zarazem płatną pracę. Gdy wyszłam z knajpy w końcu mogłam odetchnąć. Po 6 godzinach wąchania starego tłuszczy i kotletów wołowych zaczęło mi się kręcić w głowie i świeże powietrze to dla mnie zbawienie. Prądy w Luizjanie były na tyle świeże, że od razu czułam na sobie przyjemy powiew.
Dopiero teraz miałam okazje chwycić za telefon i zobaczyłam sms-a od Angeli. Angela to moja dobra przyjaciółka od wielu, wielu lat. Nawet nie pamiętam jak się poznałyśmy, ale zapewne w przedszkolu, a może nawet wcześniej. Zawsze mogłam na nią liczyć i zawsze była mi w stanie pomóc.
" Beyonce ma koncert za miesiąc tu w Luizjanie"
Uśmiechnęłam się na widok tego sms-a, bardzo lubiłam Beyonce, mogłam zaryzykować stwierdzenie, że była to moja ulubiona wokalistka.
"oooo"- napisałam jej. Dobrze wiedziałam, że nie stać mnie na ten koncert i domyslałam się, że Angela dobrze o tym wie.
"Kupiłam dwa bilety. Nie oddawaj mi pieniędzy. I nie dziękuj"
Angela zawsze robiła mi prezenty. Kupiła mi bransoletkę za 5 tys. na Boże Narodzenie i bilet lotniczy do Włoch na urodziny i wiele innych rzeczy, których ja w żaden sposób nie umiałam odwzajemnić i dlatego czułam się tym wszystkim przytłoczona.
"Angela, nie mogę tego przyjąć. Za dużo dla mnie robisz. To bardzo miłe, ale nie"
Odpisałam trochę marszcząc się ze smutku.Chciałabym iść na koncert Beyonce to na pewno byłby świetny pokaz, ale chciałam bilet kupić sama, a ponieważ nie mam takiej możliwości to muszę go sobie odpuścić.
"Oj, przestań mama mówi, że masz nie gadać głupot, tylko juz szykować się na koncert"
No tak... mama. Główne źródło wypływu pieniędzy na auto, opłatę studiów, drogie ciuchy, prestiżową biżuterię i własną saunę. Angela nigdy w życiu sama nie zarobiła by na swoje rzeczy. Jest bogata i nie da się tego ukryć,korzysta z tego dopóki może, ponieważ w jej rodzinie po osiągnięciu 21 lat dostaje się tylko i wyłącznie pieniądze na opłatę domu. Taką ma zasadę. Osobiście uważam, że to głupie, ale z drugiej strony wcale jej się nie dziwie, że teraz szkoda jej czasu na pracę. Jeszcze zdąży się napracować.
Przewróciłam oczami.
'Angela, jesteś nie możliwa, wiesz o tym?"
"Wiem, ale zobaczysz jeszcze będziemy machać tyłkami do single ladies"
Zaśmiałam się. Zawsze dobrze bawię się z Angela na imprezach, czasami pozwalam sobie na małe wypady do klubu i wiem, że jest świetną tancerką...klubową rzecz jasna.
"Tylko nie upij się znowu :D"- przypomniała mi się pewna sytuacja, jak Angela pomieszała gin z mocnym piwem i zaczęłam tańczyć z mężczyzną, gdy zobaczyła, że stoi bez ruchu pod ścianą, mówiła, że chciała go rozruszać i nawet jej to wyszło, dopóki nie okazało się, że jej partner do tańca to ochroniarz.
"Mówisz do mnie? Haha, no co ty teraz to będzie petarda"
Wywróciłam oczami. oczywiście potraktowałam to jako formę żartu, ale nie wiem co mogłabym się po niej spodziewać.
Otworzyłam drzwi mojego mieszkania. Zdjęłam buty i od razu wrzuciłam je do pralki. Latte nie dawało za wygraną nawet z wodą i solą się nie poddało.
Przy okazji wyjęłam sałatkę z lodówki i zjadłam ją co do ostatniego okruszka.
Było dopiero po 16:00, więc nie chciałam zmarnować reszty dnia na oglądaniu telewizora,więc zaczęłam się uczyć.
Studiowałam psychologię i dużo musiałam się uczyć i na szczęście potrafiłam znależć na to czas.
Dostałam sms-a. Od razu pomyślałam, że to znowu Angela z kolejną porcją dzikich fantazji na temat koncertu, ale zdziwiłam się, gdy zobaczyłam, że to sms od Andre. Nigdy nie pisał do mnie na telefon, w sumie to nigdy nigdzie do mnie nie pisał, wymieniliśmy się tylko numerami na wszelki wypadek, żeby poinformować siebie nawzajem, gdy któreś z nas miało spóźnić się do pracy, ale dotychczas taka sytuacja się nie zdarzyła, więc nie wykorzystywałam jego numeru.
"Cześć Em, nie wiem co robisz i czy jesteś zajęta, ale błagam cie przyjedź do knajpy"
Zdziwiłam się treścią smsa.
" Co się stało?"- spytałam pośpiesznie.
"Nie chcę ci tego tłumaczyć w smsie"
No tak... typowe.
"Dobra już jadę, ale jak się okaże, że to nie było warte zachodu to urwę ci jaja i przykleje na czoło"
Wstałam i poszłam ubrać buty, tym razem ubrałam zwykle crocsy.
"Jestem gotowy nawet i tak zaryzykować .."
Gdy dojechałam na miejsce w knajpie nie było, aż tak dużo ludzi. po godzinie 16 przychodzą inni studenci na zmianę, więc teoretycznie już nie powinno mnie to obchodzić.
Wpadłam na zaplecze.
- Co jest?- spytałam zdyszana.
- Em, możemy pogadać.
- No ba, przecież po to tu jestem- zauważyłam.
Widziałam, że jest trochę zestresowany. To nie było w stylu Andre, dlatego trochę sie przraziłam.
- Chodź- złapał mnie za rękę,a ja szybko na nią popatrzyłam. Zaprowadził mnie do chłodni na mięso.
- Myślisz, że to dobre miejsce na rozmowę?-spytałam zniesmaczona, gdy weszliśmy do chłodni, ale od razu zauważyłam coś co zbiło mnie z tropu.
- Kto to jest?- spytałam, gdy zobaczyłam niską brunetkę. Jej twarz była bardzo ładna, prawie czarująca. Nie mogłam przestać na nią patrzeć.
Andre spuścił głowę i szybko z powrotem na mnie popatrzył.
- To Eva- odpowiedział. Któtko zwięzle i na temat, przecież o to spytałam.
Uniosłam oczy w geście "I co z nią?"
- Ona... to moja kuzynka. Uciekła z domu.
- Czemu?- bardziej się przejęłam.
- Ojciec ją bije. Nie radzi sobie jest bardzo roztargniona i rodzice sobie z nią nie radzą. Może to dlatego wujek już nie wytrzymuje- szepnął.
- I uważasz, że to jest normalne, że ojciec ją bije, a ona siedzi teraz w chłodni?
Andre popatrzył na mnie, a potem na Eve i wyprowadził mnie z chłodni.
- Nie chcę mówić przy niej- wytłumaczył i kontynuował- Eva jest.. jakby to powiedzieć.
- Na spokojnie.
- Ona jest po prostu niegrzeczna.
- Tak? Bo jakoś na taką nie wygląda- zauważyłam.
- Ona jest dziwką- powiedział prosto z mostu, a jego słowa uderzyły mnie jak odór smażonego kotleta o 11:00
- Słucham?- mrugnełam.
- Ona..jest prostytutką, pije, pali..
- Dużo osób pije i pali, Andre- zwróciłam uwagę
- Ale Eva jest inna- dodał
- I co w związku z tym, po co ja ci tu? - spytałam, nie byłam nie miła.
- No bo...- zaczął, ale znałam Andre, wiem, że za "no bo" , nie kryje się pluszowy misiek z cukiereczkiem- Kocham Eve to moja mała kuzynka.
- "Mała"? Ona jest w twoim wieku- zauważyłam.
- Ale kocham ją, okej?- spoważniał i trochę się podirytował- Jest dla mnie maleństwem.
To było słodkie.
-Chcę jej pomóc, ale nie mogę...-westchnął- Moja mama..nie chce jej znać, jak cała rodzina..
-Przykro mi- powiedziałam szczerze.
- Ona nie ma gdzie spać..
Czekaj, wiedziałam co się kroi.
- Zaraz, zaraz, chyba nie chcesz mi powiedzieć, że..- popatrzyłam się na niego a on wiedział o co chodzi.
-Proszę...
- Nie ma opcji, ja ledwo co sama mieszczę sie w swoim mieszkaniu, a poza tym w ogole jej nie znam.
- Ona nie zrobi ci krzywdy. Em, wiem, że masz wielkie serce, dlatego po ciebie zadzowniłem.
Popatrzyłam na niego - Jak ty to sobie wyobrażasz.
- Mała proszę- błagał mnie.
Chciałam sobie wszystko przemyśleć, ale wzrok Andre wbił się tak bardzo w mój, że nie wiedziałam co mam zrobić. Nie znam jego kuzynki, a co jak ona jest w stanie zabić mnie jak będę spać? Chociaż z drugiej strony wygląda na bardzo zagubioną. Sama nie wiedziałam co mam zrobić.
Popatrzyłam na Andre- Dobra-powiedziałam, a w jego oczach błysnęła iskra nadziei- Ale nigdy nie mów do mnie mała- dodałam i ruszyłam w stronę chłodni.
-------------------------------------------------
A oto 1 rodział! Rozkręcam się. Chcę by blog był staranny dlatego dajcie mi czas na akcje.Mam nadzieje, że wam sie spodoba
Oliwia
Wstałam pośpiesznie, bo przez moją 15 minutową drzemkę, a raczej ignorancję otaczającej mnie rzeczywistości zostało mi tylko 20 minut do wyjścia. Musiałam tylko się ubrać i umyć zęby bo na szczęście o swoje włosy zadbałam wczoraj wieczorem.
- Emma, jak ty wyglądasz..- skrytykowałam się gdy stanęłam przed lustrem. Wyglądałam jak 7 nieszczęść. Wszędzie miałam poodciskane paski od pościeli a moje usta była tak suche, że równie dobrze mogłabym ich używać jako tarkę do warzyw.
Przybliżyłam twarz do lustra i oderwałam nakładki kosmetyczne pod oczy, ale szybko się załamałam bo okazało się, że w ogóle mi nie pomogły.
Założyłam swoje kapcie i poszłam do toalety. Wytrzeszczyłam oczy, gdy to zobaczyłam. Syf. Nie sądziłam, że aż tyle rzeczy się tu nazbierało, owszem ja nigdy nie odkładam nic na miejsce, ale nie zdarzyło mi się za to odkładać coś na podołgę. Nie wiem kiedy zaczęłam to robić.
Przeszłam na palcach przez mini tor przeszkód- mały trening i stanęłam przed umywalką. Było w niej pełno włosów z mojej szczotki, ale nie miałam czasu na to by je teraz pozprzątać. Chwyciłam za pastę i szczoteczkę do zębów i zaczęłam je szorować. Gdy skończyłam od razu poczułam się lepiej. Świeżo.
- Ale jesteś piękna- uśmiechnęłam się do siebie w lustrze nad umywalką. Moje wczoraj umyte i wyprostowane włosy na prawdę dobrze się trzymały, aż do 8:30 następnego dnia zważając na to jak śpię. Rozwalona jak rzeczy w mojej łazience.
Spojrzałam na swój telefon, gdy weszłam do pokoju i ujrzałam tonę sms-ów od mojej przyjaciółki.
"Stara ale jazda, nawet nie uwierzysz" napisała mi to o godzinie 23:37, już dawno wtedy spałam.
" Tak mówisz? Dawaj"- odpisałam pośpiesznie i wrzuciłam telefon do torebki, która miałam zamiar ze sobą wziąć.
Podeszłam do szafy i wybrałam ubrania. Za duża koszulka z logiem "Spicy Burger", legginsy w kolorze czarnym i trampki z Big star.
Mój strój do pracy nie był zbyt atrakcyjny, ale z pewnością najwygodniejszy do knajpki z burgerami, śmierdzącymi patelniami i zepsutą toaletą.
Złapałam torebkę i wyszłam ze swojego pokoju, za cel przybrałam sobie teraz kuchnię, a raczej znajdująca się niej lodówkę. Od miesiąca przestrzegam zasady "jedzenie śniadania w domu", bo Hamburgery o 9:00 rano dzień w dzień to niezbyt korzystna dieta.
Złapałam kanapkę z serem i szynką, którą zrobiłam wieczorem i weszłam do mojego przedpokoju , który z każdym dniem wydaje mi się coraz mniejszy, pewnie dlatego, że przynoszę do niego coraz więcej rzeczy.
Moje mieszkanie było małe znajdował się w nim mały przedpokój, kuchnia połączona z salonem o ile tak można było nazwać to pomieszczenie, sypialnia no i moja łazienka. Wszystko było przystrojone w stylu tak 60, ponieważ wynajmowałam je od starszej pani, która obecnie mieszkała w Las Vegas ze swoją wnuczką i jej mężem. Mieszkanie na sam początek nie pociągało mnie, ani nawet nie przypadło mi chociaż trochę do gustu, ale z biegiem czasu można było się do niego przyzwyczaić.
Otworzyłam drzwi i zamknęłam je od zewnątrz wkładając kanapkę pod pachę, żeby móc zamknąć drzwi. Gdy schodziłam po schodach w budynku, w którym mieściło się mieszkanie odpakowałam kanapkę z woreczka i zaczęłam je pożerać, jakbym nie jadła od tygodnia. Przynajmniej dzieki temu nie będę podjadać w knajpie.
Gdy wyszłam z bloczku poszłam na przystanek autobusowy, niestety jeszcze nie miałam auta więc musiałam radzić sobie w ten sposób. Do pracy miałam tylko dwa przystanki, także nie narzekałam jeśli chodzi o jej lokalizacje. Moja praca nie jest wymagająca,a czasem nawet sprawiała mi radochę. Musiałam się zatrudnić w tej knajpie, ponieważ inaczej nie byłabym w stanie utrzymać mieszkania.
Stanęłam na przystanku i czekałam na autobus, na szczęscie nigdy nie spóźniał sie tak długo, więc dlatego ja nie spóźniałam się do pracy.
Weszłam do knajpy i rzuciłam torebkę na blat. Otwarcie jest dopiero o 10:00, ale pracownicy zawsze muszą być 40 minut wcześniej. To był warunek.
- Oj, chyba ktoś tu ma zły dzień- usłyszałam głoś mężczyzny, stał za ladą. To mój kolega z którym pracuje. Andre był miłym chłopakiem,czasem nawet aż za miłym, jednak nigdy nie zdarzyło mi się na niego narzekać. Zawsze mi pomagał, a zwłaszcza wtedy gdy pierwszy raz przekroczyłam próg tego miejsca. Jest studentem i zarabia na swoje życie w tej oto małej miejscóweczce zupełnie tak jak ja. Oboje mamy 19 lat i może dlatego tak dobrze się rozumiemy.
- A daj spokój- przewróciłam oczami i opadłam swoim ciałem na jedno z krzeseł- Jakaś laska w autobusie oblała mi buta swoim latte.- pokazałam palcem na buta a Andrem wybuchł śmiechem.
- Ma laska gust, plama całkiem ładnie dopełnia kompozycje buta- żartował, a ja rzuciłam do ketchupem stojącym na stole.- Ej, bo powiem szefowi- zagrodził mi.
- No tak zapomniałam, przecież jesteś jego pupilkiem i do tego kablem- dodałam uśmiechając się.
- Właśnie dlatego nie zadzieraj ze mną paniusiu- puścił mi oczko.
Czasem dziwnie się czułam przy Andre, na prawdę uważałam, że podlizuje się szefowi by dawał mu podwyżki, swoją drogą, to na prawdę działało. Ale ja nie chciałabym zostawać po godzinach i robić coś co nie należy do moich obowiązków tylko dlatego, żeby szef zapamiętał moje imię. Andre miał specyficzne podejście do życia miedzy ludźmi w miejscu pracy, ale domyślam się, że ja nie lepsze.
- Jasne- rzuciłam szybko i wstałam z krzesła. Nie chciałam drążyć tego tematu więc szybko zadałam Andre pytanie- Co dzisiaj trzeba zrobić?
- Umyć kuchenkę i dozowniki z piciem-odpowiedział.
- I to tyle?- zdziwiłam się- Wo, to bardzo mało jak na dumę naszgo szefa- uniosłam się sarkastycznie.
- Już umyłem kuchenkę, został ci dozownik- powiedział dumny ze swojej pracy, albo zadowolony z tego, że już zrobił swoją działkę a mnie dopiero to czeka.
- A pomożesz mi?- popatrzyłam na niego błagalnym wzorkiem.
- Nie- rzucił żartobliwie i poszedł na zaplecze.
Wywróciłam oczami. Zrobił dokładnie to co zawsze ja mu. Odmówił.
O godzinie 12;00 w knajpie zrobił się niesamowity tłum, jak na parę metrów kwadratowych obok wejścia do jakiegoś bloku i supermarketu.
- Jeszcze jedno piwo- powiedział jakiś facet- O i jeszcze dla kolegi- dodał szybko. No dobrze, że nie zapomniał o koledzę. To dla mnie ulga.
- Jasne- powiedziałam i poszłam na zapleczę po dwie butelki piwa.
- Ale zapierdziel, co nie?- spytał Andre, gdy weszłam na zapleczę.
Podparłam się ręką o biodro i podniosłam brew- Tak? i mówi to gość, który siedzi na zapleczu i je chipsy bekonowe?
- Ej, bez energii nie ma pracy, trzeba napełnić żoładek paliwem-wytlumaczył się i zanurkował ręką w opakowanie chipsów.
- Mhm, ty lepiej napełnij zbiornik z lodami- rzuciłam w niego ścierką, a on lekko się oburzył- I możesz przy okazji trochę go przetrzeć. Chwyciłam piwo i wyszłam z triumfalny uśmiechem. - Dwa piwa dla pana-wskazałam palcem faceta siedzącego przy blacie.
Mężczyzna złapał za szyjki butelki otworzył piwo otwieraczem i odszedł.
- Butelki zwrotne- dodałam, gdy odchodził i zabrałam się za ścieranie głównego blatu. Pełno było na nim okruszków.
Złapałam swoją torebkę i założyłam ją na ramię.
- No to do jutra- rzuciłam do Andre i ciepło się uśmiechnęłam.
- Na razie mała-odpowiedział i kiwnął głową. Oczywiście nigdy nie wychodziliśmy razem, bo Andre musiał wykonać swoją nieobowiązkową, ale zarazem płatną pracę. Gdy wyszłam z knajpy w końcu mogłam odetchnąć. Po 6 godzinach wąchania starego tłuszczy i kotletów wołowych zaczęło mi się kręcić w głowie i świeże powietrze to dla mnie zbawienie. Prądy w Luizjanie były na tyle świeże, że od razu czułam na sobie przyjemy powiew.
Dopiero teraz miałam okazje chwycić za telefon i zobaczyłam sms-a od Angeli. Angela to moja dobra przyjaciółka od wielu, wielu lat. Nawet nie pamiętam jak się poznałyśmy, ale zapewne w przedszkolu, a może nawet wcześniej. Zawsze mogłam na nią liczyć i zawsze była mi w stanie pomóc.
" Beyonce ma koncert za miesiąc tu w Luizjanie"
Uśmiechnęłam się na widok tego sms-a, bardzo lubiłam Beyonce, mogłam zaryzykować stwierdzenie, że była to moja ulubiona wokalistka.
"oooo"- napisałam jej. Dobrze wiedziałam, że nie stać mnie na ten koncert i domyslałam się, że Angela dobrze o tym wie.
"Kupiłam dwa bilety. Nie oddawaj mi pieniędzy. I nie dziękuj"
Angela zawsze robiła mi prezenty. Kupiła mi bransoletkę za 5 tys. na Boże Narodzenie i bilet lotniczy do Włoch na urodziny i wiele innych rzeczy, których ja w żaden sposób nie umiałam odwzajemnić i dlatego czułam się tym wszystkim przytłoczona.
"Angela, nie mogę tego przyjąć. Za dużo dla mnie robisz. To bardzo miłe, ale nie"
Odpisałam trochę marszcząc się ze smutku.Chciałabym iść na koncert Beyonce to na pewno byłby świetny pokaz, ale chciałam bilet kupić sama, a ponieważ nie mam takiej możliwości to muszę go sobie odpuścić.
"Oj, przestań mama mówi, że masz nie gadać głupot, tylko juz szykować się na koncert"
No tak... mama. Główne źródło wypływu pieniędzy na auto, opłatę studiów, drogie ciuchy, prestiżową biżuterię i własną saunę. Angela nigdy w życiu sama nie zarobiła by na swoje rzeczy. Jest bogata i nie da się tego ukryć,korzysta z tego dopóki może, ponieważ w jej rodzinie po osiągnięciu 21 lat dostaje się tylko i wyłącznie pieniądze na opłatę domu. Taką ma zasadę. Osobiście uważam, że to głupie, ale z drugiej strony wcale jej się nie dziwie, że teraz szkoda jej czasu na pracę. Jeszcze zdąży się napracować.
Przewróciłam oczami.
'Angela, jesteś nie możliwa, wiesz o tym?"
"Wiem, ale zobaczysz jeszcze będziemy machać tyłkami do single ladies"
Zaśmiałam się. Zawsze dobrze bawię się z Angela na imprezach, czasami pozwalam sobie na małe wypady do klubu i wiem, że jest świetną tancerką...klubową rzecz jasna.
"Tylko nie upij się znowu :D"- przypomniała mi się pewna sytuacja, jak Angela pomieszała gin z mocnym piwem i zaczęłam tańczyć z mężczyzną, gdy zobaczyła, że stoi bez ruchu pod ścianą, mówiła, że chciała go rozruszać i nawet jej to wyszło, dopóki nie okazało się, że jej partner do tańca to ochroniarz.
"Mówisz do mnie? Haha, no co ty teraz to będzie petarda"
Wywróciłam oczami. oczywiście potraktowałam to jako formę żartu, ale nie wiem co mogłabym się po niej spodziewać.
Otworzyłam drzwi mojego mieszkania. Zdjęłam buty i od razu wrzuciłam je do pralki. Latte nie dawało za wygraną nawet z wodą i solą się nie poddało.
Przy okazji wyjęłam sałatkę z lodówki i zjadłam ją co do ostatniego okruszka.
Było dopiero po 16:00, więc nie chciałam zmarnować reszty dnia na oglądaniu telewizora,więc zaczęłam się uczyć.
Studiowałam psychologię i dużo musiałam się uczyć i na szczęście potrafiłam znależć na to czas.
Dostałam sms-a. Od razu pomyślałam, że to znowu Angela z kolejną porcją dzikich fantazji na temat koncertu, ale zdziwiłam się, gdy zobaczyłam, że to sms od Andre. Nigdy nie pisał do mnie na telefon, w sumie to nigdy nigdzie do mnie nie pisał, wymieniliśmy się tylko numerami na wszelki wypadek, żeby poinformować siebie nawzajem, gdy któreś z nas miało spóźnić się do pracy, ale dotychczas taka sytuacja się nie zdarzyła, więc nie wykorzystywałam jego numeru.
"Cześć Em, nie wiem co robisz i czy jesteś zajęta, ale błagam cie przyjedź do knajpy"
Zdziwiłam się treścią smsa.
" Co się stało?"- spytałam pośpiesznie.
"Nie chcę ci tego tłumaczyć w smsie"
No tak... typowe.
"Dobra już jadę, ale jak się okaże, że to nie było warte zachodu to urwę ci jaja i przykleje na czoło"
Wstałam i poszłam ubrać buty, tym razem ubrałam zwykle crocsy.
"Jestem gotowy nawet i tak zaryzykować .."
Gdy dojechałam na miejsce w knajpie nie było, aż tak dużo ludzi. po godzinie 16 przychodzą inni studenci na zmianę, więc teoretycznie już nie powinno mnie to obchodzić.
Wpadłam na zaplecze.
- Co jest?- spytałam zdyszana.
- Em, możemy pogadać.
- No ba, przecież po to tu jestem- zauważyłam.
Widziałam, że jest trochę zestresowany. To nie było w stylu Andre, dlatego trochę sie przraziłam.
- Chodź- złapał mnie za rękę,a ja szybko na nią popatrzyłam. Zaprowadził mnie do chłodni na mięso.
- Myślisz, że to dobre miejsce na rozmowę?-spytałam zniesmaczona, gdy weszliśmy do chłodni, ale od razu zauważyłam coś co zbiło mnie z tropu.
- Kto to jest?- spytałam, gdy zobaczyłam niską brunetkę. Jej twarz była bardzo ładna, prawie czarująca. Nie mogłam przestać na nią patrzeć.
Andre spuścił głowę i szybko z powrotem na mnie popatrzył.
- To Eva- odpowiedział. Któtko zwięzle i na temat, przecież o to spytałam.
Uniosłam oczy w geście "I co z nią?"
- Ona... to moja kuzynka. Uciekła z domu.
- Czemu?- bardziej się przejęłam.
- Ojciec ją bije. Nie radzi sobie jest bardzo roztargniona i rodzice sobie z nią nie radzą. Może to dlatego wujek już nie wytrzymuje- szepnął.
- I uważasz, że to jest normalne, że ojciec ją bije, a ona siedzi teraz w chłodni?
Andre popatrzył na mnie, a potem na Eve i wyprowadził mnie z chłodni.
- Nie chcę mówić przy niej- wytłumaczył i kontynuował- Eva jest.. jakby to powiedzieć.
- Na spokojnie.
- Ona jest po prostu niegrzeczna.
- Tak? Bo jakoś na taką nie wygląda- zauważyłam.
- Ona jest dziwką- powiedział prosto z mostu, a jego słowa uderzyły mnie jak odór smażonego kotleta o 11:00
- Słucham?- mrugnełam.
- Ona..jest prostytutką, pije, pali..
- Dużo osób pije i pali, Andre- zwróciłam uwagę
- Ale Eva jest inna- dodał
- I co w związku z tym, po co ja ci tu? - spytałam, nie byłam nie miła.
- No bo...- zaczął, ale znałam Andre, wiem, że za "no bo" , nie kryje się pluszowy misiek z cukiereczkiem- Kocham Eve to moja mała kuzynka.
- "Mała"? Ona jest w twoim wieku- zauważyłam.
- Ale kocham ją, okej?- spoważniał i trochę się podirytował- Jest dla mnie maleństwem.
To było słodkie.
-Chcę jej pomóc, ale nie mogę...-westchnął- Moja mama..nie chce jej znać, jak cała rodzina..
-Przykro mi- powiedziałam szczerze.
- Ona nie ma gdzie spać..
Czekaj, wiedziałam co się kroi.
- Zaraz, zaraz, chyba nie chcesz mi powiedzieć, że..- popatrzyłam się na niego a on wiedział o co chodzi.
-Proszę...
- Nie ma opcji, ja ledwo co sama mieszczę sie w swoim mieszkaniu, a poza tym w ogole jej nie znam.
- Ona nie zrobi ci krzywdy. Em, wiem, że masz wielkie serce, dlatego po ciebie zadzowniłem.
Popatrzyłam na niego - Jak ty to sobie wyobrażasz.
- Mała proszę- błagał mnie.
Chciałam sobie wszystko przemyśleć, ale wzrok Andre wbił się tak bardzo w mój, że nie wiedziałam co mam zrobić. Nie znam jego kuzynki, a co jak ona jest w stanie zabić mnie jak będę spać? Chociaż z drugiej strony wygląda na bardzo zagubioną. Sama nie wiedziałam co mam zrobić.
Popatrzyłam na Andre- Dobra-powiedziałam, a w jego oczach błysnęła iskra nadziei- Ale nigdy nie mów do mnie mała- dodałam i ruszyłam w stronę chłodni.
-------------------------------------------------
A oto 1 rodział! Rozkręcam się. Chcę by blog był staranny dlatego dajcie mi czas na akcje.Mam nadzieje, że wam sie spodoba
Oliwia
Komentarze
Prześlij komentarz