Prolog
Deszcz, burza i okropny hałas... nic innego nie mogło być towarzyszem więziennej celi... nic innego nie mogło być towarzyszem złej duszy.
- Em, wybacz mi- wyjąkał cicho, jakby jego głos był wyrwany z krtani małej dziewczynki.
- Jesteś żałosny- popatrzyłam na niego jak na zgniecionego robaka.
- Dobrze wiesz, że to nie moja wina, nie chciałem by tak wyglądało moje życie- skrzywił się.
- A jednak.
- Skarbie..-podszedł i chwycił mnie za rękę.
- Nie dotykaj mnie- syknęłam i gwałtownie zabrałam rękę. Dzieliła nas tylko cela. Parę metalowych krat, a ja czułam się jakby dzieliło nad tysiące spojrzeń, słów i myśli..
- Nie bądź taka obojętna- błagał mnie wzrokiem.
- Jaka mogę być dla ciebie? Nie zasługujesz nawet na to bym się do ciebie uśmiechnęła.
Spuścił głowę.
- Tak myślałam- dodałam i popatrzyłam na niego jak na zwykłego przestępce, zresztą nim właśnie był.
- Co mam ci powiedzieć? Siedzę w celi, nic innego nie mogę zrobić.- wyglądał jakby był zbity z tropu, najwidoczniej przerosło go wzięcie odpowiedzialności za swoje czyny.
- Nie ma winy bez kary- poczułam się ważniejsza od niego, dlatego lekko uniosłam głowę.
Parsknął śmiechem- Masz racje kotku.
Popatrzyłam na niego, a serce zaczęło walić mi jak dzwon. Nie mogłam dłużej na niego patrzeć, dlatego postanowiłam najzwyczajniej w świecie stamtąd wyjść. Nie potrafiłam zlitować się nad człowiekiem, który złamał mi serce i zniszczył resztę życia.
- Odpowiesz za to śmieciu- syknęłam w jego stronę i rzuciłam mu jego telefon- Łap, chociaż nie sądzę, że ci się tu przyda.
Odwróciłam się w stronę wyjścia i podążałam miedzy celami zaglądając w niektóre z nich. Każdy człowiek tutaj wyglądał jak cień samego siebie. Wygłodzony, zmarznięty i pozbawiony jakichkolwiek chęci. Nikt tu nie przebywa bez powodu- pomyślałam.
Idąc przed siebie słyszałam tylko stukanie swoich czarnych szpilek.
- I jak?- zatrzymała mnie blondynka w seledynowej sukience. Oczy miała zapłakane, a makijaż kompletnie rozmazany. Nic dziwnego.
- Jak ma być?- warknęłam.
- Co ci powiedział?- dopytywała.
- A może sama idź się go zapytaj, co?- stanęłam przed nią, prawie tak blisko, że czułam jej oddech na swojej twarzy. Popatrzyła na mnie przerażona.
- To jest dla mnie zbyt ciężkie- złapała chusteczkę i otarła spływające łzy.
Uśmiechnęłam się żałośnie- No widzisz...to ty jesteś jego matką nie ja i to ty musisz stawić czoła błędom swojego dziecka- pouczyłam ją.
Popatrzyła na mnie bezradna jakby szukała ratunku w moich oczach. Chciała złapać mnie za ramię, ale ja zdążyłam się odsunąć.
Westchnęła.
- Do widzenia Irene- powiedziałam kompletnie obojętnie i pokierowałam się w stronę wyjścia.
W końcu opuściłam to paskudne miejsce, ale pocieszałam się tym, że nie będę musiała tutaj już nigdy wrócić...nie miałam do kogo.
---------------------------------------------
Cześć!!!
Postanowiłam napisać kolejną historię. Niestety nad tamtą straciłam kontrolę i chcę spróbować sił w czymś innym.
Oficjalnie was witam i mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu moja historia :)
Oliwia.
- Em, wybacz mi- wyjąkał cicho, jakby jego głos był wyrwany z krtani małej dziewczynki.
- Jesteś żałosny- popatrzyłam na niego jak na zgniecionego robaka.
- Dobrze wiesz, że to nie moja wina, nie chciałem by tak wyglądało moje życie- skrzywił się.
- A jednak.
- Skarbie..-podszedł i chwycił mnie za rękę.
- Nie dotykaj mnie- syknęłam i gwałtownie zabrałam rękę. Dzieliła nas tylko cela. Parę metalowych krat, a ja czułam się jakby dzieliło nad tysiące spojrzeń, słów i myśli..
- Nie bądź taka obojętna- błagał mnie wzrokiem.
- Jaka mogę być dla ciebie? Nie zasługujesz nawet na to bym się do ciebie uśmiechnęła.
Spuścił głowę.
- Tak myślałam- dodałam i popatrzyłam na niego jak na zwykłego przestępce, zresztą nim właśnie był.
- Co mam ci powiedzieć? Siedzę w celi, nic innego nie mogę zrobić.- wyglądał jakby był zbity z tropu, najwidoczniej przerosło go wzięcie odpowiedzialności za swoje czyny.
- Nie ma winy bez kary- poczułam się ważniejsza od niego, dlatego lekko uniosłam głowę.
Parsknął śmiechem- Masz racje kotku.
Popatrzyłam na niego, a serce zaczęło walić mi jak dzwon. Nie mogłam dłużej na niego patrzeć, dlatego postanowiłam najzwyczajniej w świecie stamtąd wyjść. Nie potrafiłam zlitować się nad człowiekiem, który złamał mi serce i zniszczył resztę życia.
- Odpowiesz za to śmieciu- syknęłam w jego stronę i rzuciłam mu jego telefon- Łap, chociaż nie sądzę, że ci się tu przyda.
Odwróciłam się w stronę wyjścia i podążałam miedzy celami zaglądając w niektóre z nich. Każdy człowiek tutaj wyglądał jak cień samego siebie. Wygłodzony, zmarznięty i pozbawiony jakichkolwiek chęci. Nikt tu nie przebywa bez powodu- pomyślałam.
Idąc przed siebie słyszałam tylko stukanie swoich czarnych szpilek.
- I jak?- zatrzymała mnie blondynka w seledynowej sukience. Oczy miała zapłakane, a makijaż kompletnie rozmazany. Nic dziwnego.
- Jak ma być?- warknęłam.
- Co ci powiedział?- dopytywała.
- A może sama idź się go zapytaj, co?- stanęłam przed nią, prawie tak blisko, że czułam jej oddech na swojej twarzy. Popatrzyła na mnie przerażona.
- To jest dla mnie zbyt ciężkie- złapała chusteczkę i otarła spływające łzy.
Uśmiechnęłam się żałośnie- No widzisz...to ty jesteś jego matką nie ja i to ty musisz stawić czoła błędom swojego dziecka- pouczyłam ją.
Popatrzyła na mnie bezradna jakby szukała ratunku w moich oczach. Chciała złapać mnie za ramię, ale ja zdążyłam się odsunąć.
Westchnęła.
- Do widzenia Irene- powiedziałam kompletnie obojętnie i pokierowałam się w stronę wyjścia.
W końcu opuściłam to paskudne miejsce, ale pocieszałam się tym, że nie będę musiała tutaj już nigdy wrócić...nie miałam do kogo.
---------------------------------------------
Cześć!!!
Postanowiłam napisać kolejną historię. Niestety nad tamtą straciłam kontrolę i chcę spróbować sił w czymś innym.
Oficjalnie was witam i mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu moja historia :)
Oliwia.
Komentarze
Prześlij komentarz